stammheim.blog

Modernistyczna trybuna 2012, czyli gejowska fantazja na motywach futbolowych 2012-04-29 01:16:50


Śledzę dwóch ładnych chłopców po mieście, jest piękny dzień, idą nad rzekę. Śledzę ich ostentacyjnie, aż dziw że mnie nie widzą. Na miejscu odbywa się piknik. Przedstawiają mnie swoim koleżankom i kolegom, nie znam nikogo ze zgromadzonych, ale odgrywamy swoje role, niektórzy udają znajomosć ze mną, inni przedstawiają mi się, siadamy na trawie. Jeden z chłopców proponuje kąpiel w Odrze. Inni zgadzają się, z obydwoma śledzonymi jesteśmy tym szczególnie zainteresowani, mamy na siebie ochotę i chcemy to zrobić w zielonkawych, nieprzejrzystych wodach rzeki, by utrzymać sprawę w tajemnicy. Zaczynamy niezobowiązującą rozmowę o pierdołach, która przekształca się w dyskusję o futbolu.

Nagle orientuję się, że wszyscy zgromadzeni to zawodnicy młodzieżowej drużyny AC Milan; mamy na sobie kompletne piłkarskie stroje, wróciliśmy właśnie z treningu. Obok na trawie siedzą inne miejscowe drużyny, szczególną uwagę zwracają młodziki Cracovii, nastawieni homofobicznie, ogoleni na łyso troglodyci. Ich początkowa agresja spowodowana naszymi skrywanymi czułostkami (smyramy się pod stołem) szybko jednak okazuje się towarzyskim przekomarzaniem; wśród żartów karmię dwóch krakowiaków bajaderką, szturchamy się i przerzucami uszczypliwostkami ku ogólnej wesołości. Tłumaczę sobie ich homofobię słabymi wynikami piłkarskimi. Są od nas znacznie słabsi, w końcu jesteśmy Milanem.

Obserwuję nas wszystkich z trybuny głównej przepięknego, kameralnego stadionu położonego w lesie, na cyplu z trzech stron otoczonym morzem. Trybuna to kamienny prostopadłościan otoczony taflą szkła, nawiązujący do architektury modernistycznej. Jest pełna policji, toczy się tam śledztwo w prawdziwej sprawie sprzed lat. Krytyka Polityczna zamierza o niej wydać książkę. Dotychczasowe wydarzenia okazują się być jej częścią. Jestem absolutnie zachwycony powieścią. „To co przeczytałem jest super, musicie to wydać na Euro”, mówię przez telefon Maćkowi Kropiwnickiemu patrząc z trybuny na morze. Maciek mówi, że autor ma ogólny koncept, w którym właśnie uczestniczyłem. Ale nie za bardzo wie, jak rozwinąć wątki. Proponuję, że napiszę rozwinięcie i zakończenie.

Odkładam słuchawkę, idę na miejsce zbrodni. Policjanci uczestniczą w odegraniu prawdopodobnego biegu zdarzeń. Zamaskowana postać bije łomem jednego z chłopców, młodych piłkarzy, z którymi przed chwilą siedziałem nad rzeką. W kałuży krwi zostawia ślady swoich stóp. Znikł gdzieś materiał biologiczny zostawiony na miejscu zbrodni, nie ma ani jednego włosa sprawcy, nic co dawałoby nadzieję na odzyskanie DNA. Jest jednak jeden trop. Równocześnie ze zbrodnią w okolicach stadionu miał miejsce pożar. Jeden z mieszkańców widział poparzonego Andrzeja Wajdę pędzącego samochodem w stronę miasta. Reżyser był jedyną osobą obecną wówczas w tamtym rejonie. Zamierzam go przesłuchać. Budzę się przekonany, że ten sen jest genialnym, gotowym materiałem na powieść. Nic tylko siąść i pisać.

skomentuj (0)

Brazil 2012-04-16 23:32:32

Finałowy mecz Mistrzostw Świata w piłce nożnej Polska 2012 już się rozpoczął. Na stadionie narodowym wybudowanym od podstaw w polu na mazowieckim interiorze grają Polska i Brazylia. Jestem jednym z piłkarzy wpisanych do składu meczowego, zanim jednak pojawię się na stadionie muszę znaleźć pokój - regulamin wyraźnie zabrania wnoszenia na stadion bagaży, a przecież dopiero dojechaliśmy. Wynajmuję pokoik na poddaszu w budynku przylegającym do stadionu; wedle reklamy dom jest z nim zespolony na podobieństwo pasożyta, więc z poddasza jest nie tylko blisko, ale też można wygodnie oglądać mecz, co dla mnie bardzo ważne, jako że nienawidzę siedzieć na ławce rezerwowych. Właścicielka prowadzi mnie na poddasze po klaustrofobicznej klatce schodowej, po drodze mijam dwójkę bawiących się dzieci i gubię skarpetkę i rolkę papieru toaletowego. To już koncówka schodów, a pokoju wciąż nie widać; właścicielka z tajemniczym uśmiechem otwiera kawałek stropu, ujawniając tajne przejście. Wrzucam rzeczy do pokoju, proszę dzieci o podanie mi skarpety i papieru (co czynią z wyraźną niechęcią), wreszcie wyglądam przez okno i okazuje się, że właścicielka mnie oszukała! Stadion jest oddalony o dobrych kilkaset metrów, sylwetki piłkarzy ledwo dostrzegalne, słabo też widzę rezultat na elektronicznej tablicy (1-0, ale nie wiem dla kogo). Wtedy uświadamiam sobie, że jestem co prawda Polakiem, ale reprezentantem Brazylii, że muszę natychmiast biec, póki nie zakończy się pierwsza połowa. Wpadam do szatni, gdzie okazuje się, żę trener wpuści na boisko wypacykowanego, pogardzanego przez kibiców napastnika, zamiast mnie. Próbuję wybłagać wejście na murawę, ale nieskutecznie. Uciekam więc ze stadionu i rozpoczynam długą wędrówkę pokutną; nagi i głodny trafiam do jakiegoś wiejskiego domu, gdzie wraz z innym uciekinierem jestem najęty do sprzątania strychu. Musimy go też strzec przed dziećmi z sąsiedniego międzynarodowego sierocińca, które przychodzą tam sikać, ciesząc się szalenie, gdy uda im się to zrobić pod naszą nieobecność. Dochodzi też do potwornej bijatyki z dwoma podobnymi wagabundami; pod koniec, kiedy są już pokonani, proponują nam dach nad głową i handel heroiną. Decyduję się jednak wrócić do domu rodzinnego, gdzie odbywa się uroczyste przyjęcie organizowane przez moich rodziców. Pytam o wynik - Polska wygrała 4-0. Znajomemu matki opowiadam o swojej dotychczasowej karierze - brazylijskie obywatelstwo dostałem po 4 latach występów w tamtejszej lidze. Mam na koncie dwa mecze towarzyskie w kadrze Polski, ale kiedy pewnego dnia dostałem powołanie na Copa America do kadry Brazylii skorzystałem z nowych przepisów pozwalających mi na grę. W reprezentacji Canarinhos strzeliłem 21 goli w 27 meczach. Niestety, w  6 meczach Mistrzostw Świata tylko jednego. Pod domem urządzam pokaz żonglerki i strzałów dla zgromadzonych; jeden z kuzynów, piłkarz B-klasowego zespołu, pyta mnie o rady. Trafiam przed sąd, zbierający zeznania na temat tajemniczej zbrodni, która wstrząsnęła Polską; jako mieszkaniec strychu jestem jej świadkiem. Moje podejrzenia budzi fakt, że rozprawa odbywa się w moim dawnym mieszkaniu we Wrocławiu. Nie mogę się skupić na jej przebiegu, do domu co chwila wpadają łasice (jedna dla niepoznaki przebrała się za wycieraczkę do butów). Sąd wydaje wyrok: wszystko jest filmem, za chwilę kończymy zdjęcia, ale póki co nie możecie wypaść z roli. Wszyscy bohaterowie snu czują dużą ulgę. Improwizujemy końcowe dialogi. Ostatnie ujęcie - z piłką w dłoni malowniczo patrzę przez okno. Fade out.

skomentuj (0)

Remiks 2012-04-12 22:24:29

Ostatnio nie pamiętam snów, więc będzie niewielka mieszanka z realem: oto (we śnie) jadę autobusem w towarzystwie Juriusza, któremu zwierzam się z przygotowywanego projektu - adaptacji "Tęczowej Trybuny" Demirskiego i Strzępki w formie remiksu. Tego samego dnia kilkoro twórców nie związanych z teatrem ma przedstawić swoją wizję tekstu Demirskiego w ramach projektu "Tęczowa. Remiks". Ja wystawiam swój spektakl w Krakowie. Zabraniam jakichkolwiek prób, wszystko jest wielką improwizacją; na oczach widzów tańczę między aktorami i wydaję im pozornie niezrozumiałe polecenia za pośrednictwem gestów. Aktorzy rozumieją wszystko nieświadomie i wykonują piękny układ choreograficzny. Spektakl okazuje się wielkim sukcesem artystycznym, jednak aktorzy są wściekli. Dzwonię do Kmiecika po radę.

Tymczasem w realu postanawiamy z Bierskim objąć władzę dyktatorską w Albanii i utworzyć tam śródziemnomorską Szwajcarię, mimo że jarają jak smoki, a do Vlory chyba nie da się dotrzeć pociągiem. Dostaję NIEBIAŃSKIEGO  jesiotra z rusztu, którego jem z plackami ziemniaczanymi własnej roboty. Z Karolem czekamy na wyrok, który naprawdę powinien być po myśli - projekt rozwija się zbyt fajnie, żeby pójść na marne.

skomentuj (0)

Księga Gości

statystyka