Mam poważny problem. Otóż: nowa płyta The Strokes jest fenomenalnie boska, ale zupełnie nie pasuje mi jako soundtrack pod powieść. Czy naprawdę jestem skazany na słuchanie Szostakowicza i - co gorsza - Wagnera, gdy takie "Under Cover of Darkness" budzi we mnie powołanie lead guitarzysty? Mam też nową płytę Metronomy o angielskiej riwierze i tam też znalazła się jedna perełka (chociaż w porównaniu do poprzedniej płyty jest słabo, za dużo elementów senno-plumkliwych).
Fakt, że w ogóle piszę cokolwiek o muzyce świadczy nienajlepiej o moim aktualnym stanie psychofizycznym, choć subiektywnie nie uważam, by było jakoś szczególnie źle. Dobę wypełnia mi katorżnicza praca nad milionem projektów równolegle (szczęśliwie spora część przynosi dochody) i wnikliwą analizę maili przychodzących z różnych linii lotniczych; pierwszy raz od dawna mam zagwozdkę, dokąd pojechać zimą. Ma być ciepło, to jasne, ale gdzie dokładnie - tego jeszcze nie wiem. We wrześniu wpadnę do Nowego Jorku z prawie pustą walizką, co pewnie wzbudzi mroczne podejrzenia amerykańskich służb granicznych. A ja tylko chcę nakupić sobie stertę ciuchów. Myślę o festiwalu w Wenecji, choćbym miał do niego dopłacić. Po przejrzeniu lineupu jestem w stanie nawet czasowo zbankrutować, by tylko znaleźć się w początku września na Lido.
"Lata..." były sukcesem, Targi Książki minęły fajnie, w kiblu w Pałacu Kultury wpadłem na Jeża Jerzego, myjącego łapki. Kilka tygodni temu wciskałem stuzłotowe banknoty za gumkę majtek siedemnastoletniego, ekskluzywnego callboya, potem znalazłem na ulicy czerwoną szminkę i napisałem na szafie "KONIEC JEST BLISKO". Czasem każdy z nas jest Markiem Polakiem.
Przez ostatnich kilka dni zapierdalałem jak dzika świnia, wobec konieczności nadrobienia całkiem sporego chorobowego i nie tylko nadrobiłem, ale nawet przekroczyłem plan. Z tej okazji kupiłem sobie pudełko Haagen Dazsow (smak Pralinkowo-smietankowy) i lezac z laptopem na kolanach, ogladajac modern family, wpierdalajac lody dostalem nagle po lbie dziwnym uczuciem. Poczatkowo trudno bylo mi je zidentyfikowac, ale po chwili wszystko zlozylo sie w calosc. Ksiazka sprzedaje sie swietnie, dostaje dobre recenzje, nominacje, sracje, dostalem stypendium na ktore zalapuje sie 4 osoby w roku, plany zawodowe poki co spelniaja sie w stu procentach...Do tej pory nawet odnoszac sukcesy mialem do siebie jakies ale. Tym razem jest inaczej. Tak, chyba po raz pierwszy w zyciu jestem z siebie dumny.
skomentuj (5)